niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 4

*Oczami Eyen*
Przebudziłam się w jakimś nieznanym domu. Byłam przerażona.
Leżałam na twardej wersalce. Strasznie bolała mnie ręka.
Gdy zobaczyłam, że moja lewa dłoń jest cała w krwi, nie miałam pojęcia co zrobić. Bałam się.
Nagle usłyszałam, że ktoś naciska na klamkę.
Zobaczyłam przed sobą jakiegoś nieznajomego mężczyznę. Szerokiego w barkach, szczupłego w talii.
- Gdzie jestem ?! Kim ty jesteś ?! - zapytaam przestraszona.
Nic mi nie odpowiedział, tylko ze swojej kieszeni wyciągnął bandaż oraz wodę utlenioną i zaczął mnie opatrywać. Pozwoliłam mu na to, nie miałam siły nawet drgnąć.
W końcu usłyszałam gruby, męski głos.
-Już, skończone.
-Dzięku....
Nie zdążyłam nawet dokończyć, znowu spytać się o to , co najbardziej mnie ciekawiło i przez co właśnie się bałam, ponieważ mężczyzna wyszedł.
Położyłam się znowu na twardym łóżku i po chwili zasnęłam.
Po paru godzinach, obudziłam się. Widziany przeze mnie wcześniej mężczyzna, przyniósł mi jedzenie i usiadł na krześle koło mnie.
Znowu usłyszałam głos:
-Przykro mi, że musisz tu być....
-Co? To dlaczego tu jestem?! Kim ty jesteś ?! I co z moją ręką...?! Nic nie pamiętam!  - wypłakałam.
-To nie ja cię tu ściągnąłem, tylko mój ojciec. Ja tylko przynoszę jedzenie i opatruję jego "więźni". Podobno gdy cię złapał, to przyłożył ci nóż do gardła, ale ty próbowałaś się wyrwać, więc przypadkowo przeciął ci skórę u dłoni.... Słuchaj. Nigdy nikomu tego nie proponowałem, ale jeśli zgodzisz się na jedną rzecz, mogę pomóc ci się stąd wydostać.
-Jaką rzecz ?!
-Musisz obiecać mi, że nie wydasz mojego ojca, ani mnie , nie wydasz niczego co się tutaj wydarzyło i wydarzy....
-Emm...No dobrze, nie mam wyjścia.... Więc co mam robić, żeby się stąd wydostać...?
-Dowiesz się w swoim czasie...
I wyszedł. Trochę mnie pocieszył... no cóż, nie miałam pojęcia gdzie jestem i dlaczego...musiałam mieć nadzieję.
Następnego dnia, obudziłam się, i cicho podeszłam za drzwi. Pociągnęłam delikatnie za klamkę i.........drzwi były otwarte!
Wyślizgnęłam się cicho z pokoju i pobiegłam szukać (nie mam pojęcia dlaczego) mężczyzny, z którym wczoraj rozmawiałam.
Wreszcie go znalazłam.
Był przystojny, umięśniony i....słodki....wyglądał tak niewinnie,był zaspany kiedy mnie zobaczył...
-Co ty tu robisz ?! - wyszeptał tak, jakby chciał krzyknąć.
-Emm...Drzwi były otwarte, więc wyszłam i zaczęłam cię szukać...Myślałam, że specjalnie mi je otworzyłeś,
żebym mogła wyjść i uciec...
-Znaczy...tak, ale po co tu przyszłaś ?! Zaraz mój ojciec nas usłyszy i znowu Cię zamknie !
-Ale ja chciałam Cię pożegnać...byłeś dla mnie miły....
-Och...Przepraszam...Ale przestraszyłem się, że może Ci się coś stać...A teraz szybko uciekaj!
I wtedy, wydarzyło się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam, ale spodobało mi się to....
Złączył nasze usta w pocałunku...Poczułam, jak coś mnie od środka powoli rozgrzewało....
Poczułam do niego coś wyjątkowego....
Nie chciałam się w nim zakochać...
Miałam nadzieję, że to tylko zauroczenie...lub że on poczuł to samo.
Nie chciałam znowu cierpieć. Owszem, byłoby to inne cierpienie, niż po stracie rodziców, ale jednak bolałoby...
-Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy...-rzuciłam szybko i wybiegłam z jego domu.
Nie znałam tej okolicy.
 Zaczęłam więc szukać telefonu w kieszeni swoich spodni, i gdy udało mi się go znaleźć,
zadzwoniłam po taksówkę, i zaczęłam opisywać, w jakim miejscu właśnie się znajduję.
Nie mogłam przestać myśleć o tym chłopaku....
Był taki....taki uroczy. Chciałam go jeszcze spotkać...
Może?...Nie to głupie...A może jednak....Może ja po prostu ... GO KOCHAM?
Chciałabym być szczęśliwa z jakimś chłopakiem przez chwilę, tak jak normalna nastolatka...
Niestety, każdy mój związek kończył się klęską...Nie cierpiałam po nich tak strasznie,
jak po stracie rodziców, ale nie chciałam się narażać na poważniejsze związki.
No, niestety, tak bywa.

"Bycie singlem nie znaczy, że jesteś słaby. To znaczy, że jesteś wyjątkowo silny, aby czekać na to, na co zasługujesz"-Jakby to powiedziały Claudia i Shira cytując sławnego Nialla Horana !
Ach ! No nie, przez nie nawet znam cytaty tych lalusi. 
Nie hejtuję ich, oczywiście że nie, przecież moje przyjaciółki są directionerkami, 
więc nawet jeśli bym chciała, po prostu nie mogę, 
nie chcę ich stracić z powodu jakichś głupich hejtów.
Po prostu nie dażę ich "zbyt dużą sympatią" ...
W końcu ujrzałam swój dom. Wielki, ukochany dom.
Zapłaciłam taksówkarzowi, i prędko pobiegłam do domu...
Nie było w nim nikogo. 
Poszłam więc do łazienki i wzięłam kąpiel.
Potem przebrałam się w coś wygodnego i usłyszałam
jak ktoś wchodzi do domu....

________________________________________________________________
Mam nadzieję, że się  podoba. To mój pierwszy rozdział, więc proszę komentujcie ! :) 



5 komentarzy: